Jestem architektem, więc jestem SŁUGĄ. Dumnym sługą

fot. 準建築人手札網站 / flickr.com/photos/eager/13948288967 / CC-BY-SA

Zatrudniłeś ostatnio jakiegoś specjalistę? Zostałeś przez niego obsłużony? Mam na myśli prawdziwą obsługę dotyczącą usługi i wykraczającą poza nią?

Uważam się za profesjonalnego architekta, a więc za… SŁUGĘ swoich klientów. Ludzie zatrudniają mnie z jednego powodu – sami nie mogą wykonać mojej pracy, gdyż ani nie mają wystarczającej wiedzy technicznej, ani nie mają odpowiedniego doświadczenia.

W praktyce każda osoba może sporządzić samodzielnie koncepcję budynku niezależnie, czy to będzie domek, hala przemysłowa, czy hotel i znaleźć kogoś, kto jej to rozrysuje według jej pomysłu. Większość osób wie jednak, iż nie ma wystarczającej wiedzy, by to zrobić. Jasne, każdy wie jak wysoko chce mieć sufit, jaką powierzchnię potrzebuje, czy jakie chce mieć wykończenia. Nie każdy jednak wie, jak te wszystkie elementy połączyć, by wyszedł z nich dom / hotel / sklep o solidnej konstrukcji, dopasowany do użytkownika i spełniający wszystkie określone prawem wymagania.

Podczas pracy, nieustannie mam z tyłu głowy myśl, że gdyby ludzie nie musieli mnie zatrudniać, to prawdopodobnie sami wykonaliby moją pracę. W końcu kto by nie chciał wykonywać tak fantastycznej pracy? haha 🙂 A poważnie, to większość moich klientów, to ludzie, którzy otrzymują to, czego chcą. Tym właśnie im SŁUŻĘ.

Wielu ludzi, z którymi rozmawiam, są zszokowani doskonałą obsługą. To obecnie niestety nie jest norma, ale rzadkość. W moim mniemaniu są dwa tego powody:

  • teoria Walmarktu – jesteśmy zaakceptować gorszą obsługę za niższą cenę,
  • w naszej kulturze bycie sługą nie jest w dobrym tonie.

Jeśli chodzi o teorię Walmarktu to choć w Polsce jest mało znana, to niestety jest prawdziwa. Koszt jest ogromnym czynnikiem wpływającym na wybór, ale nie jedynym i w ostatecznym rozrachunku nie najważniejszym. Dlatego uwielbiam wiele mówiący w tej kwestii cytat:

„Myślisz, że nie stać Cię na profesjonalistę? Wynajmij amatora, a zmienisz zdanie.”

Jeżeli chodzi o czynnik kulturowy, to jest on znacznie trudniejszy do uchwycenia. Generalnie moim zdaniem sprowadza się on do ego. Każdy chce być bowiem tym „najważniejszym”, a mało kto chce zaspokajać cudze potrzeby.

Uważam, że jako architekt jestem pracownikiem swojego klienta. Tak definiuję swoją służbę: jestem osobą, która oferuje coś, czego klient nie potrafi zrobić, co ma dla niego wartość i za co płaci. Nie ma w tym ani powodu do wstydu, ani powodu do chwały. Jest to obopólna transakcja, wymiana wartości przy wzajemnym zachowaniu szacunku.

Często jednak architekci uważają, iż są niezastąpieni, a klient powinien im dozgonnie dziękować za pomoc. To jest złe podejście, którego świadkiem byłem wiele razy. Musimy bowiem być wdzięczni za możliwość bycia użytecznym.